Poprzednia

ⓘ Zamieszki we Lwowie (1929)




                                     

ⓘ Zamieszki we Lwowie (1929)

Zamieszki we Lwowie w 1929 roku znane również jako klocjada – rozruchy i protesty na tle antysemickim i antyrządowym, które miały miejsce we Lwowie w dniach 2–12 czerwca 1929 roku.

Przyczyną zamieszek było rzekome zakłócenie procesji Bożego Ciała przez uczennice żydowskiego gimnazjum 2 czerwca. Obóz narodowy wykorzystał ten incydent do sprowokowania wystąpień antysemickich. Następnego dnia tłumy manifestantów, wśród których przeważali studenci lwowskich uczelni, zaatakowały obiekty należące do mniejszości żydowskiej. Zdecydowana reakcja władz sanacyjnych, które reprezentował starosta grodzki Aleksander Klotz, wywołała ferment w środowisku studenckim i spowodowała, że w kolejnych dniach zamieszki przybrały charakter antyrządowy. Na lwowskich uczelniach odbył się strajk studencki. Wydarzenia te odbiły się szerokim echem w całej Polsce, odnotowano je również poza jej granicami. Od nazwiska starosty Klotza zamieszki ochrzczono mianem "lwowskiej klocjady”.

"Klocjada” była jedną z pierwszych radykalnych akcji antysemickich przeprowadzonych przez Młodzież Wszechpolską i powiązane z nią nacjonalistyczne organizacje studenckie.

                                     

1. Incydent w czasie procesji

W okresie międzywojennym we Lwowie dużym poparciem cieszyły się stronnictwa i organizacje obozu narodowego. Szczególną popularność zyskały one w środowisku studenckim. W ocenie Grzegorza Mazura na przełomie lat 20. i 30. pozycja Młodzieży Wszechpolskiej na Uniwersytecie Jana Kazimierza była "nieprawdopodobnie silna”. Od końca lat 20. lwowscy Wszechpolacy podejmowali liczne akcje o charakterze antysemickim lub antyukraińskim, nierzadko kończące się ulicznymi starciami i aktami przemocy.

W niedzielę 2 czerwca 1929 roku, w czasie oktawy Bożego Ciała, tradycyjna procesja wyszła z kościoła św. Anny. Prowadził ją proboszcz tamtejszej parafii, ks. kanonik Wincenty Rokicki. Gdy procesja znalazła się na skrzyżowaniu ulic Zygmuntowskiej ob. Gogola i Gródeckiej, z okien Gimnazjum Żeńskiego Żydowskiego Towarzystwa Szkoły Ludowej i Średniej dobiegły hałasy, opisywane w źródłach jako "gwizdy i okrzyki”. Jak podawał wydany kilka dni później urzędowy komunikat, uczestnicy uroczystości usłyszeli także "refren frywolnej piosenki kabaretowej”. W rezultacie kilkanaście osób idących na końcu procesji, przeważnie kobiet, wdarło się do budynku i obrzuciło obelgami nauczycielki i uczennice. Po zakończeniu procesji pod budynkiem zebrał się tłum, eskalacji zapobiegła jednak interwencja policji.

Zgromadzeni zarzucili uczennicom, że rozmyślnie zakłóciły przebieg procesji, opluwając, obrzucając kamieniami i oblewając wodą jej uczestników. Główną oskarżycielką była jedna z mieszkanek sąsiedniej posesji, pozostająca w konflikcie z władzami gimnazjum. Obecny na miejscu funkcjonariusz policji sporządził raport, w którym przychylił się do wersji oskarżycieli, uznając za dowód jej prawdziwości obite ściany i brak tynku na podłodze gimnazjum.

Komendant Policji Państwowej we Lwowie, nadkomisarz Aleksander Reszczyński, zarządził szczegółowe dochodzenie. Obaliło ono zarzut, jakoby żydowskie uczennice dopuściły się rozmyślnej obrazy uczuć religijnych katolików. Ustalono, że w czasie gdy procesja przechodziła pod oknami gimnazjum, trwała tam przerwa międzylekcyjna, czym tłumaczyć można głośne rozmowy i śpiewy. W dodatku pod jedną z uczennic, która obserwowała procesję z okien drugiego piętra, złamało się krzesło, co spowodowało niespodziewany hałas. O tym, iż incydent nie miał poważnego charakteru, świadczył także fakt, że ks. Rokicki doprowadził procesję do końca, a pogłoski o rzekomej prowokacji dotarły do niego dopiero po jej zakończeniu. W tygodniowym sprawozdaniu wydziału bezpieczeństwa publicznego Urzędu Wojewódzkiego we Lwowie, datowanym na 8 czerwca, odnotowano, że o ile policja ustaliła, iż uczennice zachowały się "zbyt hałaśliwie”, o tyle twierdzenia o celowym zakłóceniu procesji uznać należy za "wymysł kobiet z ludu na podkładzie fanatyzmu religijnego”.

Obóz narodowy starał się w tym czasie budować wizerunek rzecznika i obrońcy interesów katolików – rzekomo zaniedbywanych przez rządzącą sanację. Lwowski incydent endecja wykorzystała do sprowokowania zajść antysemickich, licząc, że odzyska w ten sposób polityczną inicjatywę utraconą po zamachu majowym.

Liderzy lwowskiej społeczności żydowskiej zdawali sobie sprawę z zagrożenia. Przebywający za granicą Leon Reich został w trybie pilnym wezwany do powrotu do Lwowa. Pod jego nieobecność dwaj inni prominentni członkowie żydowskiej społeczności: Maurycy Maksymilian Leser i Henryk Rosmarin, uznali, że sprawę należy chwilowo wyciszyć. Udało im się przekonać redaktorów gazet żydowskich, prosanacyjnych i lewicowych, by do czasu zakończenia policyjnego dochodzenia nie publikowali artykułów na temat incydentu. Niemniej w mieście błyskawicznie rozeszła się pogłoska, że żydowskie uczennice rozmyślnie zakłóciły przebieg procesji, obrzucając uczestników odłamkami cegieł i wapna oraz kawałkami chleba. Kluczową rolę zaognieniu sytuacji odegrał lokalny organ prasowy Stronnictwa Narodowego, "Lwowski Kurjer Poranny”, który rankiem 3 czerwca opublikował podburzający artykuł.

                                     

2. Wybuch zamieszek

3 czerwca około godziny 11:00 pod gimnazjum przy ul. Zygmuntowskiej zebrał się tłum manifestantów. Z okien gimnazjum miały posypać się nań kamienie, doszło do rozruchów, które stłumiła policja.

Siedem godzin później kilkusetosobowy tłum, w którym przeważali studenci, zebrał się na pl. Mariackim ob. Mickiewicza, a następnie zaczął atakować obiekty należące do mniejszości żydowskiej. Manifestanci wybili szyby w oknach synagogi przy ul. Szajnochy ob. Bankiwska. Ofiarą podobnej napaści padły dom Żydowskiego Towarzystwa Akademickiego "Emunach” przy ul. Kościuszki oraz siedziba żydowskiego pisma "Morgen” przy ul. Lindego ob. Liszta. Tłum wdarł się również do siedziby redakcji i drukarni syjonistycznego pisma "Chwila” przy ul. Podwale, dokonując tam znacznych zniszczeń. Około godziny 19:00 blisko 200 osób wdarło się do gimnazjum przy ul. Zygmuntowskiej, demolując pomieszczenia, w tym bibliotekę. Napastnicy pobili także abiturientów, którzy w tym czasie zdawali maturę, oraz członków komisji egzaminacyjnej. Tego samego wieczora zaatakowany został jeszcze Żydowski Dom Akademicki przy ul. św. Teresy ob. Metropolity Andrzeja, w którym wybito wszystkie szyby i zdemolowano część pomieszczeń.

W czasie tych wydarzeń kilkukrotnie interweniowali funkcjonariusze Policji Państwowej, rozpraszając tłum i dokonując aresztowań. Zatrzymano około 40 osób, w tym 31 członków korporacji akademickich. Jednym z aresztowanych był Teodor Parnicki.

                                     

3. Zmiana charakteru protestów

Jeszcze tego samego wieczora pod siedzibą starostwa grodzkiego zebrał się tłum młodzieży. Do starosty Aleksandra Klotza udała się delegacja z żądaniem uwolnienia aresztowanych studentów. Klotz odmówił przyjęcia delegacji, spotkał się jedynie z dyrektorem kancelarii Uniwersytetu Jana Kazimierza Stanisławem Postępskim. Kategorycznie odmówił zwolnienia aresztantów, których określił mianem "aresztowanych na gorącym uczynku zbrodni łobuzów, bandytów i złodziei”. Nieskuteczna okazała się także interwencja, którą rektorzy lwowskich uczelni podjęli w tej sprawie u wojewody Wojciecha Gołuchowskiego.

5 czerwca na ulice miasta wyszły liczne piesze i konne patrole policyjne. Obiekty należące do żydowskich organizacji i instytucji znalazły się pod szczególną ochroną. Następnego dnia minister spraw wewnętrznych gen. Felicjan Sławoj Składkowski w rozmowie telefonicznej zapewnił Henryka Rosmarina, że rząd zapewni bezpieczeństwo lwowskim Żydom.

Tymczasem ostre sformułowania Klotza wywołały ferment w środowisku studenckim. Zamieszki – dotychczas rozgrywające się na tle antysemickim – przybrały charakter antysanacyjny. 5 czerwca na wszystkich lwowskich uczelniach rozpoczął się strajk studencki. Protestujący zażądali od wojewody Gołuchowskiego zwolnienia aresztowanych studentów i "satysfakcji” ze strony starosty grodzkiego, który dla młodzieży endeckiej stał się symbolem wroga. Studentom, którzy nie chcieli wziąć udziału w strajku, siłą uniemożliwiano udział w zajęciach. W godzinach wieczornych odbyła się manifestacja, którą po kilku godzinach rozproszyła policja. W jej trakcie studenci obwozili na taczkach kłodę drewna mającą symbolizować starostę. Najpierw powieszono ją na latarni, a gdy zdjęli ją stamtąd policjanci – spalono na pl. Fredry. Wieczorem na terenie Uniwersytetu Jana Kazimierza odbył się wiec z udziałem 1.5 tys. studentów.

Niedługo po rozpoczęciu zamieszek bp. Franciszek Lisowski przyjął w imieniu abp. Bolesława Twardowskiego dwóch lwowskich rabinów: Leviego Freunda i Jecheskiela Lewina. Rabini przeprosili za zachowanie żydowskich uczennic, dementując jednocześnie pogłoski, jakoby celowo zakłóciły one procesję. Biskup oświadczył z kolei, iż postrzega incydent z 2 czerwca wyłącznie jako akt chuligaństwa – nie celowej profanacji, wyrażając jednocześnie ubolewanie z powodu późniejszych antysemickich incydentów. Sprawozdanie z tego spotkania znalazło się w urzędowym komunikacie starostwa grodzkiego, który 6 czerwca opublikowano we wszystkich lwowskich gazetach. Fakt ten został bardzo negatywnie przyjęty przez lwowską kurię. Jeszcze tego samego popołudnia "Lwowski Kurjer Poranny” opublikował w swoim wydaniu nadzwyczajnym list otwarty do wojewody Gołuchowskiego, podpisany przez biskupów obrządków łacińskiego abp. Bolesław Twardowski, bp. Franciszek Lisowski i ormiańskiego abp. Józef Teodorowicz, w którym de facto całkowicie zdementowano treść sprawozdania. Biskupi oświadczyli jednocześnie, że Kościół uznaje incydent z 2 czerwca za bezprecedensowe bluźnierstwo, a późniejsze zamieszki za efekt spóźnionej reakcji władz na naruszenie uczuć religijnych katolików.

Część nakładu "Kurjera” została skonfiskowana przez sanacyjną cenzurę, co doprowadziło do kolejnych manifestacji. Do pałacu arcybiskupiego udała się procesja z podziękowaniem dla biskupów za ich list. Manifestujący na ulicach miasta studenci obnosili szubienicę z powieszonym kawałkiem drewna, wypuszczono również świnię z napisem "kloc”. Inną formą protestu stało się przypinanie zapałek do klap marynarek lub damskich kostiumów. Ponownie interweniowała policja. W nocy z 6 na 7 czerwca przeprowadzono rewizje w mieszkaniach czołowych działaczy lwowskiej endecji, m.in. Władysława Świrskiego i Klaudiusza Hrabyka.

7 czerwca na placach Mariackim i Akademickim rozegrała się kilkugodzinna bitwa. Policja konna przy użyciu szabel rozpędziła tłum studentów; rannych zostało piętnaście osób, w tym sześciu studentów i czterech policjantów. Tego samego dnia we Lwowie pojawił się minister Składkowski. Pod jego przewodnictwem urzędzie wojewódzkim odbyła się narada, w której udział wzięli m.in. starosta Klotz, nadkomisarz Reszczyński, naczelnik wydziału bezpieczeństwa publicznego Urzędu Wojewódzkiego Bazyli Rogowski, rektorzy lwowskich uczelni, miejscowi sędziowie i prokuratorzy. Składkowski zażądał, aby nie dopuszczono do dalszych ekscesów, oceniając jednocześnie, iż zamieszki wybuchły na skutek prowokacji endecji. Sanacyjne organizacje młodzieżowe przystąpiły do kontrakcji propagandowej, jednakże wobec dominacji prawicy w środowisku studenckim jej skutki okazały się mizerne. W późniejszym raporcie wydziału bezpieczeństwa publicznego znalazły się słowa krytyki pod adresem BBWR za brak poważniejszej kontrakcji wobec działań endecji.

Niepokoje w mieście trwały jeszcze kilka dni. Dochodziło do napadów na studentów pochodzenia żydowskiego i wybijania szyb w oknach żydowskich mieszkań. Policja reagowała stanowczo, rozpraszając demonstracje i dokonując aresztowań. 9 czerwca lwowscy biskupi zaapelowali do studentów o przerwanie strajku. Dwa dni później podobny apel wystosowali rektorzy lwowskich uczelni, ostrzegając jednocześnie że przedłużający się strajk może doprowadzić do unieważnienia semestru, a nawet całego roku akademickiego. W rezultacie protest został przerwany, a zajęcia na lwowskich uczelniach wznowiono 12 czerwca.



                                     

4. Reakcje

Lwowskie zamieszki, które od nazwiska starosty Klotza ochrzczono mianem "klocjady”, odbiły się szerokim echem w całej Polsce. Z inspiracji Młodzieży Wszechpolskiej w ośrodkach akademickich, m.in. w Krakowie i Poznaniu, odbyły się wiece studenckie. Przyjmowano rezolucje solidaryzujące się ze studentami lwowskim, żądano również natychmiastowej dymisji starosty Klotza i wystosowania przez władze oficjalnych przeprosin za obrazę studentów, której miał się dopuścić. Studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego zażądali ponadto zamknięcia żydowskiego gimnazjum we Lwowie.

Nigdzie poza Lwowem nie zdecydowano się na ogłoszenie strajku studenckiego. Dochodziło natomiast do sporadycznych aktów przemocy. W Poznaniu studenci wybili szyby w oknach miejscowej synagogi, w budynku gminy żydowskiej oraz w licznych żydowskich sklepach. Z kolei w Warszawie wybito szyby w oknach redakcji prorządowego "Kurjera Porannego”. 10 czerwca część organizacji studenckich wydała deklarację potępiającą stosowanie przemocy, jednakże ze względu na fakt, iż wśród sygnatariuszy znajdowały się także organizacje o centrowej i centroprawicowej orientacji, w jej tekście de facto zrównano postawę nacjonalistów polskich i żydowskich.

Prasa katolicka podtrzymywała wersję o "szarganiu świętości” przez młodzież żydowską. Zamieszki potępiła natomiast prasa sanacyjna, która zwracała uwagę, że w rażący sposób złamano prawo, a jednocześnie narażono na szwank wizerunek Polski na arenie międzynarodowej. Z kolei prasa socjalistyczna w obawie przed utratą społecznego poparcia nie zajęła zdecydowanego stanowiska.

Społeczność żydowska z aprobatą przyjęła stanowczą reakcję władz na przemoc stosowaną przez zwolenników endecji.

Lwowskie zamieszki zbiegły się w czasie z posiedzeniem Ligii Narodów poświęconym sprawom mniejszości narodowych. Sowiecka i niemiecka prasa wykorzystały ten fakt do przeprowadzenia ataków na Polskę. W Paryżu zdominowana przez komunistów Międzynarodowa Liga Przeciw Rasizmowi i Antysemityzmowi LICRA wezwała do antypolskich protestów, czemu publicznie sprzeciwił się Szalom Asz.

                                     

5. Epilog

Po 12 czerwca sytuacja we Lwowie uległa uspokojeniu. Był to m.in. efekt działania sanacyjnej cenzury, która nie dopuściła do publikacji w endeckiej prasie artykułów, które mogłyby ponownie podgrzać społeczne nastroje.

22 lipca wniesiono akty oskarżenia przeciwko 32 uczestnikom zamieszek, w tym Teodorowi Parnickiemu. 27 osobom, które wzięły udział w napaści na gimnazjum przy ul. Zygmuntowskiej, postawiono zarzut dopuszczenia się "gwałtu publicznego”. Pięć pozostałych sądzono za odmowę rozejścia się na wezwanie policji. Pierwsza rozprawa sądowa odbyła się w połowie sierpnia. Ostatecznie władze zdecydowały się jednak zrezygnować z ukarania winnych, obawiając się, że endecja wykorzysta publiczny proces do prowadzenia intensywnej akcji propagandowej. Prawdopodobnie podobną postawę przyjęli liderzy żydowscy.

Mimo żądań młodzieży studenckiej władze sanacyjne nie zdymisjonowały starosty Klotza. Niemniej w sierpniu 1930 roku został odwołany ze Lwowa i skierowany do pracy w warszawskiej centrali MSW.

Endecja uznała "klocjadę” za swój polityczny sukces. Jeden z jej liderów, Tadeusz Bielecki określił ją jako "pokrzepienie dla swoich, przestrogę dla wrogów”. Zdaniem Grzegorza Mazura od czasu wypadków lwowskich zaobserwować można postępującą radykalizację Młodzieży Wszechpolskiej, czy też szerzej młodego pokolenia ruchu narodowego. Był to również początek radykalnych akcji antysemickich, które organizacje narodowe organizowały na polskich uczelniach wyższych przez całe lata 30.

Pamięć o "klocjadzie” była jednym z czynników, które dziesięć lat później spowodowały rozłam w strukturach polskiej konspiracji podczas sowieckiej okupacji Lwowa. Powstały tam wtedy dwa konkurencyjne ośrodki Związku Walki Zbrojnej – jeden o orientacji prosanacyjnej, organizowany m.in. przez mjr. Aleksandra Klotza starostę grodzkiego we Lwowie w latach 1928–1930, drugi kierowany przez przeciwników sanacji i zwolenników endecji, którego jeden z komendantów, mjr Emil Macieliński, był stryjem Adama Macielińskiego – jednego z czołowych liderów Młodzieży Wszechpolskiej, a zarazem jednego z przywódców zamieszek w czerwcu 1929 roku.

Użytkownicy również szukali:

...
...
...