Poprzednia

ⓘ Aleksander Tarnowski (tancerz)




Aleksander Tarnowski (tancerz)
                                     

ⓘ Aleksander Tarnowski (tancerz)

Po ośmiu latach przerwy, w dniu 4 marca 1866 pojawił się więc ponownie na scenie Teatru Wielkiego u boku Nadieżdy Bogdanowej w Giselle, a potem także w innych baletach. Nie tylko powrócił do swych dawnych ról, ale objął też nowe, w baletach: Korsarz, Modniark i, Monte-Christo i Rozbójnik morski. Tę drugą część kariery zakończył jednak już 18 czerwca 1867 występem w roli hrabiego Monte Christo, co odnotował jeden z recenzentów pisząc, że tego dnia odbyło się "przedstawienie Monte-Christo, w którym p. Stefańska i p. Aleksander Tarnowski mieli zaszczyt okazać świetne swoje talenta wobec najdostojniejszego syna naszego monarchy, który tego wieczoru na widowisku teatralnym znajdować się raczył”.

Po odejściu z teatru żył jeszcze w Warszawie 15 lat pod troskliwą opieką brata Antoniego. W końcu zapadł na raka żołądka i zmarł w cierpieniach 2 czerwca 1882. Zgodnie z jego życzeniem nie upubliczniono wiadomości o pogrzebie, który odbył się 3 czerwca na cmentarzu Powązkowskim. Dopiero dwa dni później "Kurier Warszawski” zmieścił niewielką notatkę: "W dniu onegdajszym pochowano zwłoki śp. Aleksandra Tarnowskiego, niegdyś dzielnego tancerza baletu warszawskiego. Tarnowski, którego umysł uległ zbłąkaniu, zgasł w ciszy i zapomnieniu”.

                                     

1. Ważniejsze role

Wszystkie od 1844 roku na scenie Teatru Wielkiego w Warszawie

  • 1866: Conrad - Korsarz, choreografia Roman Turczynowicz wg J. Maziliera, muzyka Adolphe Adam / Józef Stefani ze wstawionym mazurkiem Fryderyka Chopina
  • 1847: Pas z girlandami - Przybycie, zabawa i odjazd na kolei żelaznej, choreografia Filippo Taglioni, muzyka Józef Stefani
  • 1845: Oficer - Zabawy zimowe, czyli Miłosne intrygi, choreografia Paolo Taglioni, muzyka N.N.
  • 1867: Don Ramiro - Rozbójnik morski, choreografia Roman Turczynowicz wg Filippo Taglioniego, muzyka Adolphe Adam / Józef Stefani
  • 1857: Solista - Dwa dni karnawału w Wenecji, choreografia Carlo Blasis, muzyka Jan Quattrini
  • 1846: Hrabia - Mleczarka szwajcarska, choreografia Filippo Taglioni, muzyka G. Rossini, V. Jírovec, W.R. Gallenberg / Józef Stefani
  • 1845: Pas de deux - Wyspa Amazonek, choreografia Filippo Taglioni, muzyka Józef Stefani
  • 1836: Leander - Dwa posągi, choreografia Louis Thiérry / Maurice Pion, muzyka Józef Elsner przedstawienie szkolne
  • 1848: Książę Albert - Giselle, choreografia Roman Turczynowicz wg J. Corallego, muzyka Adolphe Adama /Józef Stefani
  • 1850: Salvator Rosa - Katarzyna córka bandyty, choreografia Roman Turczynowicz wg Jules’a Perrota, muzyka Cesare Pugni / Józef Stefani
  • 1866: Edmond Dantès / Hrabia Monte Christo - Monte-Christo, choreografia Roman Turczynowicz wg Giuseppe Roty, muzyka Paolo Giorza i Stanisław Moniuszko
  • 1845: James - Sylfida, choreografia Filippo Taglioni, muzyka Jean Schneitzhöffer
  • 1844: Solista w Scenie uwodzenia - opera Robert Diabeł, choreografia Filippo Taglioni, muzyka Giacomo Meyerbeer
  • 1836: Alonzo - Opiekun oszukany, choreografia Maurice Pion, muzyka G. Rossini / Józef Stefani przedstawienie szkolne
  • 1851: Kapitan gwardii Febus - Esmeralda, choreografia Roman Turczynowicz wg Jules’a Perrota, muzyka Cesare Pugni / Józef Stefani
  • 1854: Fernando - Paquita, czyli Cyganie, choreografia Roman Turczynowicz wg J. Maziliera, muzyka E. Deldevez / Józef Stefani
  • 1866: Henryk - Modniarki, czyli Karnawał paryski, choreografia Roman Turczynowicz wg Pasquale Borriego, muzyka M. Strebinger / Gabriel Rożniecki
  • 1847: Hrabia de Saint Leon - Hrabina i wieśniaczka, czyli Przemiana żon, choreografia Roman Turczynowicz wg Le diable à quatre J. Maziliera, muzyka Adolphe Adam
  • 1844: Jokle - Mimili, czyli Styryjczykowie, choreografia Maurice Pion, muzyka Józef Stefani
  • 1853: Hrabia Leonardo - Asmodea, diabeł rozkochany, choreografia Roman Turczynowicz wg Le diable amoureux J. Maziliera, muzyka G. A. Scaramelli / Józef Stefani
  • 1848: Benedykt - Piękna dziewczyna z Gandawy, choreografia Roman Turczynowicz wg F.D. Alberta, muzyka Adolphe Adam / Józef Stefani
  • 1846: Paweł - Anetta, czyli Sen wieśniaczki, choreografia Filippo Taglioni, muzyka Józef Stefani
                                     

2. Opinie o artyście

Aleksander Tarnowski był jakby stworzony do tańca. Miał znakomite warunkami zewnętrzne, grację, zręczność, lekkością w tańcu, które wspierał niezwykłą pracowitością oraz świetną pamięcią choreograficzną. Żaden artysta polskiego baletu XIX wieku nie zyskał takiego uznania i popularności jak on, i tak znakomitych ocen swoich współczesnych.

Już w 1845 roku pisano o nim: "Do młodego pokolenia liczyć należy także pana Aleksandra Tarnowskiego: już dziś jest on jednym z najlepszych naszych tancerzy, nie nadużywa cierpliwości patrzących nieskończonymi piruetami. Taniec jego, skromniejszy jak uczniów dawnej szkoły, a tym samym lepszy i milszy dla patrzących, cechuje pewność i wykończenie zupełne”.

W 1848 roku, po premierze polskiej Giselle z Konstancją Turczynowicz w roli tytułowej i z nim w roli księcia Alberta pojawiającego się wówczas w I akcie pod przybranym imieniem Konrad czytamy: "Co za dobrana para z Konradem panem Tarnowskim Aleksandrem; w nim także taniec drugą naturą, ciągle rozwijając się i kształcąc, połączyć umiał wdzięk z siłą, szlachetność ruchu z pewnością i swobodą. Uderzeniem nogi na kilka stóp wznosi się od ziemi, pada w attitudzie klasycznej, bije w jednym skoku niezliczone entrechats, by z swobodą natychmiast w inny rodzaj przeskoczyć; ani na chwilę zmęczenia, wysilenia, trudu ujrzeć niepodobna. Dla takiej pary niech myślą baletmistrze, niech im wynajdują, układają, tworzą takie ustępy jak pas de deux w pierwszym akcie. To cała piosenka wypisana skokiem, wypowiedziana wdziękiem, wyśpiewana uśmiechem, spojrzeniem, pozą”.

W 1857 roku, po przerwie w jego występach, spowodowanej pierwszymi objawami choroby, odnotowano: "Publiczność z przyjemnością powitała p. Aleksandra Tarnowskiego, który po kilko-miesięcznej słabości, pierwszy raz ukazał się na scenie; nie szczędzono oznak zadowolenia, na jakie zawsze sprawiedliwie zasługuje ten utalentowany artysta”.

Podobnie było w 1866 roku po kolejnej, ośmioletniej tym razem przerwie w jego aktywności artystycznej, gdy po kontuzji swojego brata Antoniego powrócił na scenę występować ponownie w Giselle u boku Nadieżdy Bogdanowej. Prasa witała go z entuzjazmem: "Aleksander Tarnowski, który od lat kilku nie opuszczał swego mieszkania, teraz wskrzeszony jakby cudem przez serdeczne zajęcie i troskliwość p. Bogdanow, wystąpić miał znowu na scenę. Otóż fakt ten tak oryginalny, ważny w dziejach naszego baletu, spełnił się wczorajszego wieczoru. Nie potrzebujemy mówić, że publiczność wcześnie już wykupiła wszystkie bilety na takie niespodziankowe widowisko, tym skwapliwiej i chętniej, że obok wskrzeszonego tancerza ukazać się miała znowu jego urocza Nadzieja Bogdanow. … Publiczność porwana urokiem, a zachwycona odnalezieniem pierwszego tancerza w panu Aleksandrze Tarnowskim, sama równie jak on wzruszona, salwami piorunowych oklasków i okrzykami zapału nagradzała i Gizellę, i niepocieszonego kochanka. Pan Tarnowski wykonał całą swoją rolę doskonale, a pas de deux tańczył z taką lekkością, a nade wszystko gracją, że na chwilę chociaż pozwolił publiczności zapomnieć o stracie, jaką w osobie jego brata poniosła”. "W tańcu p. Tarnowskiego nie znać było odzwyczajenia od sceny, owszem widać było, że nie przestawał pracować i kształcić się dalej. Męski wdzięk, godność ruchów, zręczność i siła, oto zalety tańca obu Tarnowskich”. "Cudownie przywrócony naszej scenie artysta p. Tarnowski, służyć może za typ męskiego tańca, odznaczającego się siłą i wdziękiem”.

I jeszcze opinia historyka polskiego teatru Jana Tomasza Seweryna Jasińskiego, który znał osobiście obu braci Tarnowskich i śledził ich osiągnięcia sceniczne: "Byli obdarzeni od natury w powierzchowność Apolla Belwederskiego. Gracja, zręczność, lekkość, elegancja, wykonanie do zachwytu. Wszyscy wracający z zagranicy, co widzieli stołeczne balety, jednogłośnie orzekali, że takich tancerzy nigdzie nie ma”.