Poprzednia

ⓘ Bogdan Arnold




                                     

ⓘ Bogdan Arnold

Bogdan Eugeniusz Arnold – polski seryjny morderca. Od października 1966 do maja 1967 w pojedynczych zdarzeniach zamordował w Katowicach cztery kobiety. Ich ciała przechowywał w swoim mieszkaniu. W wyjaśnieniach przyznał się także do jeszcze jednego usiłowania zabójstwa oraz torturowania swych ofiar.

                                     

1. Życiorys

Bogdan Arnold w 1960 "za pracą” przeprowadził się do Katowic. Miał trzy żony i dwóch synów. Z powodu alkoholizmu i sadyzmu Arnolda żaden z tych związków nie przetrwał. W Katowicach uczęszczał do nocnych lokali, gdzie poznawał kobiety. Mieszkał na poddaszu kamienicy pod adresem ul. Dąbrowskiego 14/9 w Śródmieściu Katowic.

Pierwszą ofiarą Arnolda była Maria B., poznana w październiku 1966 w katowickim barze "Kujawiak”. Kobieta dosiadła się do Arnolda i poprosiła o poczęstowanie piwem. Z rozmowy wynikało, że kobieta pochodziła z Wołynia, jednak ani nazwiska, ani bliższych danych Arnold nie zapamiętał. Następnie para udała się do mieszkania Arnolda, gdzie prostytutka zaproponowała, że za kwotę 500 zł pozostanie na noc. Arnold liczył na seks za darmo i nie chciał jej zapłacić: "Myślałem, że poszła ze mną z miłości, a nie dla pieniędzy”. W ataku złości uderzył ją kilka razy młotkiem w głowę. Zwłoki kobiety porąbał i pozostawił w wannie. Próbował zalewać je chlorkiem, aby przyspieszyć proces rozkładu, części ciała palił także w domowych warunkach. Wnętrzności kroił na kawałki i spuszczał otworem kanalizacyjnym.

Drugie morderstwo miało miejsce niecałe pół roku później, 12 marca 1967. Ofiary nie udało się zidentyfikować. Była to zapewne znowu prostytutka zwabiona do domu. Według zeznań mordercy zabił, gdyż ofiara odkryła zwłoki swojej poprzedniczki. Jej ciało również poćwiartował.

Kolejnymi ofiarami trzecią i czwartą były upośledzone prostytutki, które Arnold poznał w kwietniu i maju 1967. Stefania N. i Helga S. przez wiele godzin były wykorzystywane seksualnie, w połączeniu z biciem. Obie kobiety zostały uduszone, a ich zwłoki potraktował tak samo, jak poprzednie.

Gwałty i wymyślne, sadystyczne tortury dawały Arnoldowi satysfakcję. Po dokonaniu ostatniego morderstwa opuścił swoją kawalerkę i pomieszkiwał w różnych melinach. U siebie zjawiał się po kryjomu, by przewietrzyć mieszkanie. Zbrodnie odkryto na początku czerwca 1967, gdy sąsiedzi zauważyli w oknie mieszkania nr 9 Arnolda rój much. Ze środka wydobywał się fetor, a spod drzwi wypełzały ogromne ilości robactwa. Z tego powodu później został mu nadany przydomek "Władca Much”. Sąsiedzi przekonani, że gospodarz nie żyje, wezwali milicję. Ponieważ milicjanci nie mogli dostać się przez drzwi, wezwany strażak został spuszczony na linie z dachu i wybił okno, by wejść do wnętrza. Tam zostały odkryte ciała. Arnold dowiedziawszy się o odkryciu, zniknął. Przez tydzień ukrywał się na hałdach węglowych w okolicy Huty Silesia, próbował popełnić samobójstwo. Milicja prowadziła intensywne, na szeroką skalę poszukiwania zwyrodnialca. W końcu Arnold sam zgłosił się na milicję. Przyznał się do wszystkich zbrodni i stwierdził, że żałuje, że nie zdążył zabić również swojej byłej żony. 9 marca 1968 sąd skazał Bogdana Arnolda na karę śmierci. Wyrok wykonano 16 grudnia 1968 o godz. 18:40. Pochowany jako N.N. na cmentarzu w Katowicach Panewnikach, kwatera XXXII obecnie nie istnieje, grób 38. W grobie obok, nr 39 pochowano w 1977 Zdzisława Marchwickiego, również jako N.N.